PL
  • PL
  • EN
  • ES
Szukaj
Szukaj
Panel użytkownika
Ulubione
Koszyk
Twój koszyk jest pusty.Nie wiesz od czego zacząć?Nasze wybory
Pamięć dobra, ale krótka? Stwórz listę ulubionych, aby niczego nie przegapić.Zobacz nowości

Zarządzaj zamówieniami, obserwuj ulubione i kupuj szybciej.

Zarejestruj sięZaloguj się
NowośćWyszukiwanie obrazem

Prześlij zdjęcie, zaznacz interesujący Cię obiekt i przeglądaj podobne przedmioty!

PL
  • PL
  • EN
  • ES
Szukaj
Szukaj
Panel użytkownika
Ulubione
Koszyk
Twój koszyk jest pusty.Nie wiesz od czego zacząć?Nasze wybory
Pamięć dobra, ale krótka? Stwórz listę ulubionych, aby niczego nie przegapić.Zobacz nowości

Zarządzaj zamówieniami, obserwuj ulubione i kupuj szybciej.

Zarejestruj sięZaloguj się
NowośćWyszukiwanie obrazem

Prześlij zdjęcie, zaznacz interesujący Cię obiekt i przeglądaj podobne przedmioty!

Szukasz czegoś, ale nie wiesz jak to ubrać w słowa?
Skorzystaj z wyszukiwania obrazem!
LUDZIE
Michał Korkosz: O smakach ze snów i skarbach polskiej kuchni
Cenimy polskich twórców i historie, które mają do opowiedzenia. W nowym cyklu rozmawiamy z autorami, architektami i projektantami, których prace są nam szczególnie bliskie. To przestrzeń, w której spotykają się ludzie pełni pasji: twórcy i miłośnicy.
Rozmawiała: Zuza Raubo
Zdjęcia: Michał Korkosz
Przepis na najbardziej rozkoszne miejsce w sieci? Odrobina łakomstwa i solidna porcja ciekawości – wymieszać, nie dusić. Dodać przyjemność z gotowania i przekorę, nieśpiesznie przenieść do ulubionego naczynia. Na koniec pieczołowicie dobrać słowa i fotografie… Voilá! Michał Korkosz, autor bloga Rozkoszny.pl i książki Fresh From Poland, opowiada o połączeniach smakowych ze snów, skarbach polskiej kuchni i o tym, gdzie zjeść perfekcyjne canelés. 
Listkujące galette, szparagi w każdym wydaniu, sernik baskijski… To tylko niektóre przepisy, które stały się absolutnymi przebojami. Jak wyglądała Twoja droga: od początków z gotowaniem do kultowego już sernika baskijskiego – i wszystkiego, co dzieje się u Ciebie teraz?
Michał:  Droga była długa i kręta, ale wszystko zaczęło się chyba od mojego dziecięcego łakomstwa. Jako dziecko chętnie kosztowałem wszystkiego, co podstawiano pod mój nos. Byłem bardzo ciekawy nowych smaków i aromatów. W pewnym momencie zacząłem oglądać programy kulinarne z mamą, m.in. ten Nigelli Lawson, której styl gotowania bardzo mi imponował. Był bardzo bezpośredni, bez żadnych wyrzeczeń – było tam naprawdę dużo czekolady. Chciałem próbować wszystkich ciast i dań, które widziałem w telewizorze, więc prosiłem mamę, żeby je dla mnie przyrządzała – a ona odpowiadała, żebym sam je zrobił. 
Więc zabrierałem książki kucharskie i szedłem do kuchni, żeby spełniać swoje fanaberie. Gotowałem wtedy krok po kroku, wiernie trzymając się przepisów. Cieszyłem się, gdy te rzeczy się udawały, a nie było innej opcji, skoro wyliczałem wszystko co do grama – gdy w przepisie było 125 gramów czekolady, to tyle lądowało w garnku. A jeszcze bardziej cieszyła mnie radość w oczach moich bliskich, kiedy karmiłem ich wszystkimi rzeczami, które przygotowałem. I tak się rozpoczęła moja pasja do gotowania. Rozpoczęła się tym, że uświadomiłem sobie, że gotowanie nie sprawia przyjemności tylko mi, ale też wszystkim wokół. 
Co było później?
Michał:  Poza gotowaniem, miałem epizod z pracą w cukierni, zacząłem też pisać o jedzeniu. Najpierw dla magazynu szkolnego – tak bardzo chciałem zajmować się kulinariami, że zacząłem to robić już w liceum – aż finalnie założyłem bloga, którego, jak to zwykle bywa, na początku pisałem praktycznie dla samego siebie. Dużo się przy tym nauczyłem. Na samym początku prowadzenia bloga robiłem zdjęcia tylko telefonem, a i moje umiejętności jeśli chodzi o gotowanie nie były takie, jak w tym momencie. To był proces i nieustanna nauka. I wciąż jest, cały czas się uczę. 
W pewnym momencie, nie wiem jak to się stało – ja, autor małego bloga kulinarnego z Polski, dostałem nominację do “kulinarnych oscarów” – Saveur Awards, amerykańskiego magazynu kulinarnego. A co jeszcze dziwniejsze, wygrałem tę nagrodę. I wtedy tak naprawdę moja kariera przyśpieszyła, zacząłem dostawać propozycje różnych współprac, ciekawych projektów, a m.in. propozycję napisania książki. Książka miała premierę kilka miesięcy temu, nosi tytuł “Fresh From Poland” i została wydana za pośrednictwem nowojorskiego wydawnictwa The Experiment. 
Książka Fresh from Poland, aut. Michał Korkosz
Bestsellerowa książka jest już dostępna – zamów teraz
Wróćmy jeszcze na chwilę do początków. Zamiłowanie do gotowania zaczęło się w domu?  
Michał:  W moim gotowaniu bardzo ważną rolę odegrały dwie kobiety: moja mama i moja babcia. Zainspirowały mnie do gotowania, pokazały, że sprawia przyjemność innym i może być narzędziem do pokazania miłości – to sprawia mi naprawdę dużą przyjemność. Ale to wcale nie babcia ani mama najczęściej gotowały w domu, tylko tata, który przez to też jest dla mnie w pewnym sensie inspiracją. 
Jak to stereotypowy facet – miał w swoim kanonie kilka popisowych dań. To były głównie polskie klasyki, obiady szykowane przeważnie wedle utartego społecznie schematu: ziemniaki, sałatka, mięso. Dużo perfekcyjnie wysmażonych naleśników (całe sterty!), ale też takie rzeczy, jak spaghetti napoletana, którego nauczył się od kolegi z Włoch. W książce odwołuję do kilku z nich, przeformatowując je na mój sposób. Na przykład puree ziemniaczane, trauma mojego dzieciństwa, które wywoływało przerażenie przy każdym obiedzie. Teraz przygotowuję je tak, że miałbym ochotę jeść same ziemniaki i nic innego – jedwabiście kremowe, z nęcąco orzechowym olejem rzepakowym tłoczonym na zimno zamiast masła. Wtedy, w kuchni mojego taty brakowało mi właśnie czegoś nowego, ekscytującego, więc kiedy zacząłem gotować, to zacząłem go powoli wypierać z kuchni, przejmując jego obowiązki, robiąc to tak naprawdę w swoim interesie – to ja chciałem jeść cały czas nowe i ekscytujące rzeczy (śmiech). 
Mam też swoje kulinarne autorytety, są to zagraniczni kucharze – autorzy programów kulinarnych i książek kucharskich. Wspomniana Nigella Lawson, ale też Nigel Slater czy Yotam Ottolenghi. To są moi mentorzy, których książki uwielbiam, na których książki cały czas czekam i zawsze coś z nich wynoszę. Nie mam jednego autorytetu kulinarnego, za którym ślepo podążam, i który jest objawianiem, bo jest ich całkiem sporo i czerpię z nich wszystkich. 
Co zadecydowało o tym, że zechciałeś przestąpić tę granicę między gotowaniem z przepisów Twoich mentorów a tworzeniem czegoś samemu?
Michał:  Wydaje mi się, że każdy, kto trochę już gotuje, jest choć trochę zarozumiały i „wie lepiej”. Choćby z tego powodu, że każdy ma inną paletę smaków. Odczuwamy je trochę inaczej, dla każdego co innego będzie perfekcją. W tym momencie naprawdę trudno mi się trzymać cudzego przepisu, bo chcę wszystko pozmieniać (śmiech). To jednak był proces. Z przepisów najpierw musiałem nauczyć się podstaw, technik gotowania. Nieodparta chęć eksperymentów i kreatywność obudziła się wtedy, kiedy poczułem, że gotując, stąpam pewnie i świadomie.
Jak więc wygląda proces przygotowania przepisu, od pomysłu do publikacji?
Michał:  Nie ma jednego schematu, począwszy od samego pomysłu. Czasami rzeczy, które chcę zrobić, spadają na mnie jak objawienie – po prostu wiem, że coś właśnie tak ma wyglądać i będę o ten pomysł walczyć. Śmieję się, że pomysły mi się śnią, bo naprawdę mam czasami kulinarne sny. Ale nie zawsze tak jest. Czasem długo pracuję nad przepisami. Na przykład, kiedy zaczyna się sezon na truskawki, zastanawiam się jak można byłoby je inaczej pokazać, w innym zestawieniu, tak, żeby to było coś innowacyjnego i nowego. Kolejny etap to testowanie. Przepisy testuję wielokrotnie, żeby być pewnym, że wszystko jest tak, jak powinno. Nawet jeśli to był przepis z tych “objawionych” i za pierwszym razem jest właśnie taki, jaki sobie wymarzyłem, to robię go drugi raz, żeby być pewnym, że wszystko jest dobrze. 
Ale zdarza się też, że nad przepisami pracuję kilka miesięcy, podchodzę do nich z różnej strony. Przykładem takiego przepisu jest sernik baskijski. Jeździłem po całej Hiszpanii kosztując różnych serników i szukając tego idealnego smaku, a potem testowałem różne przepisy, aż wreszcie piekłem go w przeróżnych proporcjach. To był długi proces, ale zawsze się sprawdza – czas włożony w testowanie przepisów i opracowywanie ich procentuje, bo gdy zyskują popularność ludzie czują, że są maksymalnie dopracowane, udają się i są jedyne w swoim rodzaju. 
Zatem o sernik baskijski “walczyłeś”, a jaki przepis był “sennym olśnieniem”?
Michał:  „Sennymi olśnieniami” są zazwyczaj same połączenia smakowe – w taki sposób powstało choćby ciasto kruche z rabarbarem ożenionym z tymiankiem. Albo pasta z bakłażana i wędzonej papryki, którą przygotowałem dla „Vogue’a” kilka miesięcy temu. Oba wyśmienite, koniecznie spróbuj.
Twoja pierwsza książka, Fresh From Poland, to zbiór tradycyjnych polskich przepisów. Co najbardziej lubisz w naszej rodzimej kuchni? 
Michał:  Idea napisania książki o wegetariańskiej, polskiej kuchni zrodziła się z kilku powodów. Chciałem opowiedzieć światu o, moim zdaniem, najsmaczniejszych polskich potrawach i produktach, które, tak się składa, są wegetariańskie. Polska kuchnia ma złą reputację na świecie. Mówi się, że jest tłusta, szarobura, totalnie mięsna. A przecież wcale nie musi taka być. Może być świeża, pyszna i wegetariańska. Tym, czym powinniśmy się chwalić, są kasze: jaglana, gryczana, jęczmienna, w tym pęczak – to są nasze narodowe skarby. Za granicą ludzie ekscytują się quinoa czy amarantusem, ale my też mamy ziarna, którymi warto się pochwalić. Co więcej, mamy nabiał wysokiej jakości. Mam tu na myśli kefir, maślankę, kwaszone masła, ale przede wszystkim twaróg – nasze białe złoto. I kolejny skarb, tym razem już prawdziwie złoty – olej rzepakowy tłoczony na zimno, który jest nazywany oliwą z oliwek północy. Koniecznie taki tłoczony na zimno, o bardzo nęcącym, orzechowym smaku. Można go używać tylko na surowo, ale jest to finisz potraw, który sprawia, że są one wyjątkowe. 
Gotujesz wegetariańsko i dużo mówisz o zaletach tej kuchni – czy wegetariańska książka na amerykańskim rynku to misja dokonania jakiejś zmiany w myśleniu narodu, który plasuje się wysoko w konsumpcji mięsa?
Prywatnie jestem, jak to się teraz modnie określa, fleksitarianinem. Na co dzień jem wegetariańsko, ale kiedy mam ochotę, albo kiedy sytuacja mnie w pewien sposób do tego zmusza, jem mięso czy owoce morza i robię to z przyjemnością. Nie jest to ideologia, choć prywatnie uważam, że powinniśmy jeść znacząco mniej mięsa ze względu na wpływ produkcji mięsa na środowisko. Moje wybory podyktowane są słuchaniem własnego ciała i tego, na co ma ochotę. Taka dieta mi po prostu odpowiada i smakuje. Czuję się zaspokojony i nie mam wrażenia, że czegokolwiek sobie odmawiam.
Domyślam się, że w Ameryce ciężko o niektóre składniki, o których mówisz, jak chociażby dobry twaróg. Czy Amerykanie szturmem ruszyli teraz na polskie sklepy? 
Michał:  Nie jest tak źle, jak może nam się wydawać. Twaróg, który wspominasz, stanowiący bardzo ważną część książki, ukrywa się pod nazwą popularnego farmer’s cheese i jest dostępny w wielu dobrze zaopatrzonych sklepach. Pisząc książkę zwracałem uwagę na dostępność produktów, testując także zamienniki. Między innymi tak powstał sernik na serkach wiejskich (bardzo popularnych w USA) – jest zaskakująco pyszny!
A czy planujesz serię spotkań autorskich w Stanach?
Michał:  Wraz z wydawnictwem planowaliśmy spotkania autorskie w ramach promocji książki, ale wszystko zostało odwołane ze względu na pandemię. Premiera miała miejsce dokładnie w czasie, gdy granice zostały zamknięte. Sytuacja w USA wciąż jest niespokojna, więc na ten moment nawet nie wracamy do tematu książkowej trasy.
A gdy już będzie można – dokąd warto udać się w kulinarną podróż?
Michał:  Wszędzie! Przynajmniej ja bym pojechał wszędzie (śmiech). Każdy region ma swoją specyfikę i może wiele nas kulinarnie nauczyć. Miasto, które może nie jest pierwszym wyborem każdego, a poleciłbym jako kulinarną podróż, to Bordeaux. Region znany jest z produkcji wyśmienitego wina, ale mnóstwo też tam niesamowitych restauracji: Miles, Garopapilles, Symbiose. Mieści się też tutaj piekarnia Maison Lamour, która kilka lat temu uzyskała tytuł najlepszej piekarni we Francji. No i nigdzie na świecie nie ma takich perfekcyjnych canelés. Są to ciastka długo pieczone w specjalnych nawoskowanych formach: o kremowym, waniliowym nadzieniu pachnącym rumem i cienkiej, chrupiącej, skarmelizowanej skórce, która strukturą przypomina karmel.
Przekonałeś mnie! No właśnie – w swoich przepisach z równą troskliwością dobierasz składniki, jak i słowa – tym, jak piszesz, zaskarbiłeś sobie wielu miłośników. Czy tej samej pieczołowitości w opisach możemy spodziewać się w książce? Co było pierwsze: pasja do pisania, czy gotowania?
Michał:  Książkę pisałem w języku angielskim, więc styl pisarski jest trochę inny, ale z relacji moich czytelników wynika, że opisy w niej są równie rozkoszne, jak te po polsku. A co było pierwsze? Chyba jednak pasja do gotowania. To, że tak bardzo lubię pisać o gotowaniu, odkryłem ciut później. Tak samo było z fotografowaniem – dopiero kiedy nastała taka potrzeba, odkryłem, że lubię fotografować jedzenie. Przed blogowaniem bądź pisaniem do magazynu szkolnego o jedzeniu nie robiłem tego – to była kwestia czasu, zanim wypracowałem swój styl i swój głos, który chyba jest teraz dość charakterystyczny
Powiedz coś więcej o przepisach, które znalazły się w książce.
Michał:  Większa jej część to klasyki – ale w moim wydaniu. Z unowocześnieniami i twistami, które sprawiają, że są bardziej atrakcyjne. Za przykład lubię podawać rzecz absolutnie banalną, czyli cytrynowe leniwe. Leniwe – nic ekscytującego. Ale cytrynowe leniwe z mojej książki, to jest wzniesienie na zupełnie nowe wyżyny doznań kulinarnych, i tego trzeba po prostu spróbować. To niesamowite, jak jedna skórka z cytryny, jeden składnik, potrafi zmienić cały wydźwięk dania. 
Druga część to jest moja fantazja w gotowaniu i interpretacja tego, czym jest polska kuchnia, lub czym może być. Wziąłem polskie smaki i składniki i stworzyłem z nich nowe dania, które są pyszne i wpasowują się w polski profil smakowy. 
Mówią, że „gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść”. Czy Ty w kuchni jesteś indywidualistą? A może lubisz gotować w towarzystwie?
Michał:  Jestem indywidualistą, bo zazwyczaj gotuję sam. Gotowanie i testowanie przepisów to moja praca, więc zazwyczaj czas w kuchni spędzam sam. Ale lubię gotować w towarzystwie. Traktuję to w innych kategoriach, jak rozrywkę. Nowe doznania smakowe nie są wtedy moim celem, a po prostu czysta zabawa. Co prawda, wydaje mi się, że jestem apodyktyczny w kuchni, rządzę się i mądrzę, ale walczę z tym. Staram się być potulny i nie mówić moim znajomym, że coś robią źle (śmiech). 
Jaką rolę w gotowaniu odgrywa dzielenie się przepisami ze światem?
Michał:  Na samym początku, kiedy zaczynałem prowadzić bloga, tłumaczyłem sobie, że gotuję dla samego siebie – po to, żeby te przepisy, które wymyślam, nie przepadły. Nie jestem z pokolenia, które spisuje przepisy do kajetu. Posiadanie bloga było gwarancją, że one będą w wirtualnej chmurze i będę korzystać z nich nie tylko ja, ale też inni ludzie. Wraz z rozwojem bloga i tym, że ludzie zaczęli komentować moje przepisy, komplementować, wysyłać mi zdjęcia – to jest dla mnie teraz motywacją do pracy. Widzę, że nie gotuję tylko dla siebie, tak jak myślałem na początku. Tak, jak wcześniej gotowałem dla rodziny i widziałem, że sprawia im to przyjemność, tak teraz widzę, że sprawia to przyjemność moim czytelnikom. 
W takim razie jak poradziłeś sobie z pracą nad książką, kiedy przygotowywałeś wiele przepisów, z których większością nie mogłeś się podzielić? Czy była pokusa?
Michał:  Nie ukrywam, że było to wyzwaniem (śmiech). Wydaje mi się, że to jedna z najtrudniejszych rzeczy w pisaniu książki kucharskiej. Pokusa była niemała. Szczególnie, że wrzucałem na Instagram zdjęcia rzeczy, które gotuję, testuję i właśnie przepisy do książki cieszyły się największą popularnością. Dostawałem mnóstwo pytań: “Kiedy przepis?”. Odpowiadałem: “Wkrótce”, nie mogąc się doczekać, kiedy w końcu to nastąpi.
Na koniec chciałabym zaproponować krótkę grę. Ja wybieram składnik, a Ty „propozycję podania”: szparagi, morele, i… twaróg.
Michał:  Szparagi – lubię je ze świeżymi truskawkami, w towarzystwie świeżej mięty i słodkiego, miodowego vinegretu oraz fety. Te składniki, morele i twaróg, mogłby być odskocznią od tego przepisu. Pieczone morele z chili i miodem z szybko i krótko grillowanymi szparagami, do tego rukola i świeżo pokruszony, tłusty twaróg, i na koniec odrobinę soli morskiej. Co Ty na to?
Apetyt na więcej?

Książka Fresh From Poland,

Michał Korkosz

Główni bohaterowie kuchni Michała Korkosza to warzywa, owoce i ziarna. Nie stroni jednak od masła, mąki i cukru – składników, które czynią jedzenie – i życie – bardziej rozkosznym. Bestsellerowa książka Fresh From Poland jest już dostępna na yestersen.

Na skróty do akcesoriów

dla serca domu

HKliving
Talerze i miski
Rosendahl
Książki
Tekstylia kuchenne
Wszystko do kuchni i jadalni